Agnieszka Bleja – pracownia psychologii Osnova

Agnieszka Bleja – prywatna praktyka, psychoterapeuta


Porozumienie w związku

rozmowaPary, które doświadczają trudności, napięć i konfliktów we wzajemnych relacjach, pary, które nierzadko stają na progu decyzji o rozstaniu, zazwyczaj są zgodne co do tego, że wzajemne oddalanie się w znacznym stopniu spowodowały drobiazgi. Wielki i gruby mur, który miedzy sobą zbudowali, powstawał z małych kamyczków, pieczołowicie układanych jeden na drugim. Wiele tych kamyczków można odnaleźć we wzajemnej komunikacji.

Jeśli chcemy powstrzymać budowę muru, może warto przyjrzeć się nieco głębiej temu, co dzieje się w procesie komunikacji. Pomóc w tym może model, opracowany przez Friedemana Schulz von Thun, przedstawiony szczegółowo w książce „Sztuka rozmawiania” (wydawnictwo WAM 2001)

Według autora każda wypowiedź zawiera w sobie cztery płaszczyzny; w zależności od tego, na którą z tych płaszczyzn jesteśmy szczególnie uwrażliwieni, możemy całkiem różnie odebrać przekazany nam komunikat, a, co za tym idzie, rożnie na niego zareagować.

Te cztery płaszczyzny to: zawartość rzeczowa, ujawnienie siebie, wzajemna relacja i apel.

Przykład: Mąż wraca z pracy i mówi: „Widzę, że list nadal nieodebrany”. W płaszczyźnie rzeczowej komunikat ten można odczytać: widzę, że nadal leży awizo, czyli list nie jest odebrany. Jednak na płaszczyźnie ujawnienia siebie może to znaczyć: jestem zły, że nikt nie odebrał tego listu. W płaszczyźnie wzajemnej relacji: przecież kazałem go odebrać, mam prawo  wymagać, a w płaszczyźnie apelu – niech ktoś odbierze ten list.

Jak to wyraźnie widać w zależności od tego na którą płaszczyznę komunikatu zareaguje odbiorca, ta reakcja może być całkowicie różna.

Może chwila refleksji nad tym, na co ja najczęściej reaguję w kontakcie z partnerem pomoże coś zmienić?

 


W moim sercu są dwa domki – perspektywy czasowe

WP_20160309_13_27_28_ProW sytuacji kiedy małżonkowie/ partnerzy podejmują decyzję o rozstaniu, zwykle postrzegają swoje życie w dwóch perspektywach czasowych: przeszłości i teraźniejszości. Przeszłość jest przy tym zawężona do złych wspomnień – rozczarowania, zdrady, zranienia – tego wszystkiego, co doprowadziło do kryzysu. Teraźniejszość natomiast ogranicza się często do ciągłego przeżywania bolesnych uczuć i/lub opracowywania strategii walki z drugą stroną, czy też sposobu ukarania jej za swoje krzywdy. Tak zawężone postrzeganie uniemożliwia wyjście z kryzysu.

Milton Erickson zachęca do tego, żeby koncentrować się na przyszłości, ponieważ na nią możemy mieć wpływ, w niej jest przestrzeń zmiany. Często zachęcam pary do wyobrażenia sobie dalszej przyszłości, kiedy sprawy dobrze się potoczą. Jak będzie wyglądało życie np za pięć lat, a jak za dziesięć. Jak będą przyglądali się dorastaniu swoich dzieci? A jak to będzie, kiedy zostaną dziadkami? Takie rozważania często pomagają poszerzyć perspektywę i myśleć o również o rozwiązaniach, a nie tylko o trudnościach.

Ale również w przeszłości drzemie potencjał, który warto dostrzec. Przeszłość jest źródłem zasobów pary, z których może ona czerpać przy poszukiwaniu dobrych dla siebie rozwiązań. Przecież zanim zaczęło być trudno, była też dobra historia związku, miłości,  wzajemnej fascynacji, wspólnych planów i marzeń. Każdy z partnerów dokonał wyboru właśnie tej osoby, dostrzegając w niej coś wyjątkowego. Jeśli nawet później to, co było piękne i pociągające w drugiej osobie zostało zakryte przez inne, trudniejsze aspekty, to przecież nie zniknęło i można się do tego odwoływać, poszukując dobrych rozwiązań dla całej rodziny.

WP_20160309_13_48_06_Pro


W moim sercu są dwa domki

Rodziny, w których rodzice decydują się prowadzić oddzielne życie, są coraz bardziej obecne w krajobrazie społecznym. Część tych rodzin to takie, w których nigdy nie doszło do wspólnego zamieszkania, a rodzice w różny sposób dzielą się opieką nad dzieckiem. Inne rodziny to te, w których po pewnym czasie życia wspólnego dochodzi do rozwodu/rozstania rodziców, co wiąże się z koniecznością zmiany i dostosowania modelu życia rodzinnego do nowych warunków. Każda z tych rodzin jest wyjątkowa i potrzebuje odnaleźć swoją własną drogę, która pozwoli wszystkim jej członkom osiągać równowagę i pomyślność. Rodzice dążący do własnego szczęścia są odpowiedzialni za to, aby zadbać też o szczęście swoich dzieci.

Jako terapeuta rodzinny od wielu lat towarzyszę rodzinom w tych poszukiwaniach. Wiem, że nie ma uniwersalnych rozwiązań i gotowych recept. Są jednak pewne elementy wspólne, a wzięcie ich pod uwagę sprzyja zdrowym relacjom. Na tym blogu będę starała się dzielić tym, co może okazać się użyteczne dla rozstających się i tych, którzy już się rozstali, a których łączą wspólne dzieci.

Dziś pierwsza myśl związana z tytułem tego wpisu – w moim sercu są dwa domki. Wewnętrzna rzeczywistość dziecka jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się na  zewnątrz. Kiedy rodzice mieszkają oddzielnie, każde z nich żyje w swoim świecie, dziecko musi w sobie jakoś połączyć te dwa światy. Dobrze się dzieje, kiedy może kochać oboje rodziców, nie czując się nielojalne wobec żadnego. Wtedy jest tak, jakby w sercu był domek dla mamy i dla taty. I chociaż Oni nie mieszkają razem, to dziecko może być blisko każdego z nich. Ważne, żeby droga między domkami była przyjazna i bezpieczna, i żeby nie czyhały na niej żadne strachy, które mogą dziecku utrudnić przemieszczanie się ze świata Mamy do Taty i odwrotnie.